67. Rocznica Bitwy pod Zaborecznem

Dodano Luty 2 2010 przez Jacek Grabek

02 lutego 2010 r. w Krynicach odbyły się uroczystości upamiętnienia 67. rocznicy Bitwy pod Zaborecznem. Udział w uroczystościach wzięły mi.in. Pani Ewa Kieszkowska – Wicemarszałek Sejmu RP i Genowefa Tokarska – Wojewoda Lubelski (fot. obok).

Pierwszego lutego 1943 r. o godzinie 8 rano oddziały niemieckie dowodzone przez majora Ernsta Schweigera, dowódcę I Zmechanizowanego Batalionu Żandarmerii ruszyły na Zaboreczno od strony wsi Niemirówek i Antoniówka. Partyzanci czekali w pobliskiej buczynie. Warunki pogodowe były sprzyjające obronie – na polach zalegało mnóstwo zmrożonego śniegu, przez które jednostkom niemieckim ciężko się było przedzierać, jednocześnie partyzanci dostali kategoryczny zakaz wychodzenia z lasu – na pustym polu byliby łatwym celem. Mimo że partyzanci słabo władali bronią i strzelali zwykle niecelnie, zadali olbrzymie straty przeciwnikom. Major Schweiger w raporcie, który napisał po bitwie, oceniał, że zostali zaatakowani przez 700-800 osobowy oddział, gdy naprawdę partyzantów było 250. Wychwalał w nim w znakomite dowodzenie bitwą przez kpt. Bartłomowicza (znał tylko jego pseudonim, „Grzmot”). Po południu, przegrywające oddziały niemieckie wezwały posiłki, które przybyły od strony Krynic, jednak i tam napotkały wielki opór partyzantów – kpt. „Grzmot” przewidział wszystkie możliwe posunięcia Niemców i obsadził kluczowe punkty swoimi oddziałami. Pokonane oddziały majora Schweigera zostały zmuszone do wycofania się. Następnego dnia Tartak Tarnawatka dostał zamówienie na ponad 100 trumien, stąd znane są przybliżone straty strony niemieckiej, liczba rannych jest nieznana. Z partyzantów poległ tylko jeden, który nie posłuchał rozkazu i wychylił się z lasu, a dwóch zostało rannych. Zostali oni przewiezieni do szpitala polowego w miejscowości Róża, gdzie kilka dni później jedna z okolicznych mieszkanek doniosła o tym fakcie Niemcom, którzy zaatakowali i zabili większość przebywających tam ludzi. Rocznica bitwy pod ZaborecznemBitwa okazała się totalnym zwycięstwem partyzantów. Niemcy po tej porażce na pół roku zaprzestali wysiedleń na Zamojszczyźnie. Major Schweiger w swoim raporcie użył nawet słowa „powstanie”, aby dokładniej określić rozmiary tej bitwy. Wspomniał o tym, że partyzanci – uzbrojeni chłopi i resztki rozbitych w 1939 polskich armii, byli dowodzeni i zorganizowani jednak na sposób wojskowy. Każdy miał sam dbać o swoją broń, zabezpieczać ją i ukrywać. Wszystkie zasługi dotyczące dobrej organizacji i znakomitego dowodzenia w czasie bitwy przypisuje „Grzmotowi” – w jakiś sposób Schweiger zdobył kopię rozkazu wydanego przez „Grzmota” do swojego oddziału, przypuszczał, że „Grzmot” pochodził z powiatu biłgorajskiego – w rzeczywistości Franciszek Bartłomowicz mieszkał w Tomaszowie Lubelskim. Takich starć było więcej – pod Dominikanówką i Krasnobrodem (2-4 lutego 1943 r.). Opór polski w tych walkach był na tyle silny, że sami Niemcy określili go mianem powstania zamojskiego.

Fot. LUW

źródło: Jerzy Markiewicz, Bataliony Chłopskie w obronie Zamojszczyzny: Bitwy pod Wojdą, Zaborecznem i Różą 30.XII.1942 – 1-2.II.1943, wikipedia




2 Komentarze

  1. wojtek

    Chwała bohaterom naszej ojcowizny

  2. Jacek Grabek

    Ponadto musimy pamiętać o tym, że te zwycięstwa w znacznym stopniu przyczyniły się do rewizji hitlerowskiego Generalnego Planu Wschodniego, który zakładał m.in. wysiedlenie milionów Słowian z tej części Europy i osiedlenie w ich miejsce ludności niemieckiej. Co prawda okupanci podjęli w tym kierunku dalsze działania (akcja Wehrwolf), ale ich zasięg był o wiele bardziej ograniczony niż by sobie tego życzyli. Aktywna działalność żołnierzy BCh i AK spowodowała, że ostatecznie na samej tylko Zamojszczyźnie zdołano wysiedlić 293 wiosek zamiast planowanych 696(!). Te suche liczby z jednej strony podkreślają tragedię Ziemi Zamojskiej w czasach II Wojny Światowej, z drugiej zaś świadczą o skuteczności działań formacji podziemnego oporu.

Skomentuj wpis:


Informacja: Komentarze są sprawdzane.